Kornel Makuszyński, Jak pożycza się pieniędze?

Felieton pochodzi ze zbioru Ponure igraszki.

W książce mojej pt. Wycinanki zamieściłem zbawienne i głębokie uwagi na temat: „jak żyć bez pieniędzy?” Dziękczynne listy, które dochodzą mnie ze wszystkich stron kraju, dowodzą, jak bardzo były potrzebne te rady, które wprowadziły wreszcie do chaosu pewien ład metodyczny, pochodzący od bardzo doświadczonego człowieka. Ponieważ jednak są jeszcze tacy nieszczęśliwi ludzie, którzy tej książki nie czytali, wprowadzają oni do sztuki życia sposoby inne, rozwichrzone, nieujęte w system i wskutek tego często zawodzące. Grasanci ci, kupy swawolne, nie mający pojęcia o boskiej i wzniosłej sztuce życia bez pieniędzy, wciąż o nie zabiegają, obrażając tym wolnego ducha w człowieku.
Najprymitywniejszym sposobem zdobycia pieniędzy, sposobem mizernym i chwiejnym, jest pożyczka. Należy jednak przyznać, że potrzeba, matka wynalazków i ciotka weksli, doprowadziła sztukę pożyczania do takiego niebywałego mistrzostwa, że podziw zbiera. I to, co umiał przed wojną robić jedynie malarz albo poeta, to dziś umie robić każdy. Byłoby tedy dzieciństwem z mojej strony nauczać ludzi, jak się pożycza od kogoś: nie uczy się bowiem szewca szycia butów, ani panienki się nie uczy pocałunków, ani magistratu sztuki prowadzenia teatrów – do zguby.
Jest jednak moim obowiązkiem nauczenie ludzi, jak się uchronić przed tym, który pożycza, i zanotowanie najtypowszych sposobów, chytrych i doskonale obmyślonych, używanych przez pożyczających. Aby wymienić z grubsza jedną tysiączną ich część, potrzeba by zapisać wiele papieru i strawić na to połowę życia; można się przeto tej ciekawej dziedzinie fenomenalnej pomysłowości ludzkiej przyjrzeć jedynie z lotu niebieskiego ptaka.
Pierwszorzędnym środkiem zapobiegawczym przeciw pożyczce jest metoda odwrotna: czy ci tego potrzeba, czy nie potrzeba, proś każdego spotkanego znajomego o pożyczkę. Oczywiście, nic z tego nie będzie, bo nikt nie pożyczy, szybko jednak będą cię unikać nawet ci, co mieli niejakie widoki na pożyczenie od ciebie. Jest to metoda niezawodna, którą by można nazwać „szczepieniem ochronnym”.
Pierwszym warunkiem, aby nie wpaść lekkomyślnie i bezpowrotnie, jest generalne niedowierzanie. Nie należy w tych czasach dowierzać ani żonie, ani powinowatym, ani przyjaciołom i należy uznać za niezłomną zasadę, że co na placu – to chcący pożyczyć nieprzyjaciel, że kto się zbliża, ten to czyni w najgorszych zamiarach. Najniebezpieczniejszy jest człowiek, który usiłuje prosić o dwie minuty rozmowy na osobności. Niech cię ręka boska broni, abyś się na to dał namówić.
Kiedy się ktokolwiek w tych czasach zbliża do ciebie z miłym uśmiechem – czuj duch! Napręż inteligencję, napnij ostrożność, jak cięciwę łuku; choćby zaczął mówić o filozofii, choćby deklamował wiersze – nie dowierzaj, bo oto nagle, ni stąd, ni zowąd, jak wąż z pomiędzy kwiatów, wysunie się prośba o pożyczkę. Najlepiej, oczywiście, jest takiego uprzedzić, co się jednak nie zawsze udaje, bo taki ma niesłychane sposoby na to, aby uśpić czujność i w umyśle twoim – i tak niezbyt przenikliwym – sprawić zamieszanie i do zupełnej przywieść go tępoty.
Na tych przeraźliwie chytrych jedna jest rada: należy pieniądze nosić w kieszonce od kamizelki, a w portfelu mieć bilety wizytowe, wycinki z gazet, recepty lekarskie, rachunki niezapłacone, metrykę ślubu, akt zejścia jakiejś ciotki i stare bilety do kinematografu. Prośbie o pożyczkę nigdy nie odmawiać – po co sobie robić wroga? – tylko uśmiechnąwszy się boleśnie, a życzliwie i niemal serdecznie, wydobyć portfel i, jak kochanek serce otwiera przed kochanką, tak ukazać należy jego smętne wnętrze temu, co chce pożyczyć. Jest to sposób tak przemyślny, że raz udało się jednemu w ten sposób wyprowadzić w pole nawet żonę.
Jednym ze straszliwych sposobów, przed którym strzec się należy bardzo, jest sposób zgoła odwrotny, wymyślony przez pożyczających. Jest to metoda zupełnego otumanienia ofiary; oto napastnik podchodzi do niej i, zanurzając rękę w kieszeni takim ruchem, jak gdyby chciał wydobyć portfel, prosi uprzejmie:
– Czy może mi pan zmienić sto złotych?
– Najchętniej – odpowiada głupia ofiara.
Co się dalej dzieje, każdy pojmie. Człowiek, który się tak łatwo da doprowadzić do przyznania, że posiada tak niesłychaną sumę, nie jest godzien lepszego losu.
Tak czy owak, nie należy nigdy pokazywać pieniędzy; przy płaceniu rachunku w większym towarzystwie należy, jak przy kasie kolejowej, mieć przygotowaną potrzebną sumę – jest to bowiem nie do pomyślenia, aby w większym towarzystwie nie było gentlemana, który by nie chciał pożyczyć.
W rozmowie z bliźnim w obecnych czasach są zawsze takie ustępy, które przypominają doświadczonemu człowiekowi sygnały i dzwonki alarmowe. Kiedy bliźni po półgodzinnym gadaniu o niczym nagle powie:
– Ależ pan świetnie wygląda!
Albo też:
– Wszystkie kobiety uśmiechają się do pana!
Albo jeszcze chytrzej:
– Żona pańska, drogi panie, wygląda – słowo daję! – jak panienka…
Wtedy ratuj się, człowieku! To jest przygrywka, to jest słówko ad captandam benevolentiam, to wytrych do twojego serca, to już jeden palec w twojej kieszeni.
Należy tedy unikać rozmów serdecznych, szczególnie na ulicy, takich, co to się zaczynają od: „kopę lat!” – „mój Boże, jak ten czas leci!” – „ależ miłe spotkanie!” – „czy mnie wzrok nie myli?!”
Metod takich przewrotnych, a chytrych używają umiejętnie tylko starzy i doświadczeni pożyczkowicze. Hałastra jest mniej niebezpieczna, tańsza i łatwo się przed nią uchronić. Grubą rybę, która chce pożyczyć, niełatwo się poznaje, gdyż taka gruba ryba stroi przede wszystkim takie miny, jakby nie od ciebie chciała wziąć, tylko tobie dać. A taka płotka – od dwóch do dziesięciu złotych – nieszczęsna i rozbrajająca, używa sposobów, doprawdy, że więcej niż dwa złote niewartych. Mizernego takiego nieszczęśnika poznaje się po tym, że chce pożyczyć zawsze na oznaczony termin, do piątku – i zawsze na „słowo honoru”. Takiemu mało pomysłowemu ananasowi zawsze brak „siedmiu złotych czterdziestu trzech groszy” do kupienia biletu kolejowego; kiepskie to cygaństwo chce ci zamydlić oczy ścisłością sumy. Irytujący jest taki, co – że odda – przysięga „na głowę mego jedynego dziecka”, bo najpierw nie ma dziecka, a gdyby miał, to dziecko takiego niepomysłowego ojca nie miałoby głowy.
Tragiczne pomyłki przy rozróżnianiu ludzi, chcących pożyczyć, powoduje złudzenie optyczne. Nigdy ci nie przyjdzie na myśl, że chce od ciebie pożyczyć człowiek, o którym doskonale wiesz, że ma majątek albo trzy kamienice. O, złudo złud! Taki to jest prawie pewniak! Ten przychodzi z pewnością po pożyczkę. Jeszcze to czyni niezręcznie, jeszcze nie umie, ale się nauczy.
Taki zasługuje na niejakie względy…
Któż nie pożyczał?! Przykład idzie z góry.
Taki niezmiernie miły i wytworny człowiek, jak minister skarbu, gada z Ameryką, oczyma zawraca, powiada: „ach, jak pani doskonale się trzyma!” – „czy może mi pani zmienić sto dolarów?” – „a może pani pozwoli monopolowego papierosa? Może cały monopol?” – „Kościuszko to był człowiek!” – i inne takie przemyślne rzeczy, a do czego zmierza? Żeby mu się tylko udało!
Szewca nie uczy się szycia butów, panienki nie uczy się itd. – a ministra skarbu nie uczy się, jak się pożycza. Powinien się w nim objawić geniusz narodu, a gdy się objawi, to pożyczymy od całego świata, że się ani spostrzeże.