Opis Tatr w opowiadaniu „Straszna zemsta” Nikołaja Gogola (1831-32)

Daleko od ziem ukraińskich, przejechawszy Polskę i minąwszy ludne miasto Lemberg, ciągną się rzędami wysokie, spiczaste góry. Góra za górą, jak kamiennymi łańcuchami, przerzucają się w prawo i w lewo, obejmując ziemię kamienną potęgą, by nie wdarło się w nią hałaśliwe i burzliwe morze. Idą te kamienne łańcuchy ku Wołoszczyźnie i ku Siedmiogrodowi i ogromną podkową stanęły między ludem halickim a węgierskim. Nie ma takich gór w naszej stronie. Oko nie śmie ogarnąć ich spojrzeniem; na szczyty niektórych nie postała jeszcze stopa ludzka. Dziwny jest ich widok: czyż nie rozhukane morze wybiegło w burzy z szerokich brzegów, wzbiło wichrem bezkształtne fale, a te, skamieniawszy, zawisły w powietrzu? Czy nie oderwały się z nieba ciężkie chmury i nie zatarasowały ziemi? Bo i na nich taki sam szary kolor, a białe wierzchołki błyszczą i iskrzą się w słońcu. Jeszcze przed Karpatami usłyszysz ruską mowę, i za górami jeszcze gdzieniegdzie odezwie się jakby swojskie słowo; lecz dalej już i wiara nie ta, i mowa nie ta. Mieszka tam liczny lud węgierski; jeździ konno, rąbie się i pije nie gorzej niż kozak; a na koński rząd i drogie kaftany nie skąpi czerwonych złotych. Rozległe i wielkie są między górami jeziora. Nieruchome jak szkło, jak zwierciadło odbijają nagie szczyty gór i ich zielone podnóża.
Lecz kto pośród nocy – czy błyszczą, czy nie błyszczą gwiazdy – jedzie na ogromnym kruczym koniu? Jakiż to bohater, o nadludzkim wzroście, pędzi pod górami, nad jeziorami, odbija się wraz z olbrzymim rumakiem w nieruchomych wodach, a jego nieskończony cień straszliwie miga po stokach? Błyszczą kute zbroje; na ramieniu pika; przy siodle grzmi szabla; hełm nasunięty; wąsy czernieją; oczy zamknięte; rzęsy opuszczone – on śpi. I śpiąc, trzyma wodze; a za nim, na tym samym koniu, siedzi dziecię-paż i także śpi, i przez sen trzyma się bohatera. Któż on, dokąd i po co jedzie? – któż to wie. Nie dzień i nie dwa już przemierza góry. Błyśnie dzień, wzejdzie słońce – jego nie widać; tylko czasem górale dostrzegą, że po zboczach miga czyjś długi cień, a niebo czyste i żadna chmura nie płynie. Ledwie zapadnie noc, znów jest widoczny i odbija się w jeziorach, a za nim, drżąc, goni jego cień. Przemierzył już wiele gór i wjechał na Krywań. Nie ma wyższej góry między Karpatami; jak król wznosi się nad inne. Tu zatrzymał się koń i jeździec, i jeszcze głębiej zapadł w sen, a chmury, zstąpiwszy, osłoniły go.

Książkę „Wieczory na chutorze w pobliżu Dikańki” Nikołaja Gogola w nowym tłumaczeniu bez cenzury można znaleźć tutaj:

Wieczory na chutorze w pobliżu Dikańki
Wieczory na chutorze w pobliżu Dikańki