Czy Nikołaj Gogol był antyrosyjski? Rozważania na podstawie wczesnego zbioru opowiadań „Wieczory na chutorze w pobliżu Dikańki”

W „Wieczorach na chutorze w pobliżu Dikańki” stosunek do Rosjan nie zostaje wyrażony w formie publicystycznej deklaracji, lecz rozlewa się po całym zbiorze w języku postaci, w ludowych porzekadłach, w żartach, porównaniach i scenach konfrontujących ukraińską prowincję z rosyjskim centrum. Gogol nie pisze tu traktatu politycznego, ale buduje świat, w którym „swojskie” oznacza małoruskie, ukraińskie, chutorowe, kozackie, pełne pieśni, obyczaju, humoru i fantastyki; „moskalskie” zaś najczęściej kojarzy się z obcością, fałszem, kradzieżą, grubiaństwem, brudem albo imperialnym dystansem. Trzeba jednak pamiętać, że wiele najmocniejszych określeń pada z ust bohaterów i narratorów stylizowanych na ludowych opowiadaczy. Nie jest to więc zawsze głos autora wypowiedziany wprost, lecz świadomie wprowadzony do utworu język miejscowej wspólnoty.

Książkę „Wieczory na chutorze w pobliżu Dikańki” Nikołaja Gogola w nowym tłumaczeniu bez cenzury można znaleźć tutaj:

Wieczory na chutorze w pobliżu Dikańki
Wieczory na chutorze w pobliżu Dikańki

Już w przedmowie do pierwszej części widoczny jest zasadniczy podział na „nasz” świat chutorów i „wasz” świat wielkiego miasta. Pasiecznik Rudy Pańko mówi: „U nas, moi mili czytelnicy (…) u nas, na chutorach, od dawna taki obyczaj”, po czym opisuje wieczornice, śpiewy, bałałajkę, skrzypce, parobków, dziewczęta i ludowe opowieści. Zaraz potem przeciwstawia temu miejskie bale: „Na bal jedziecie po to, by pokręcić nogami i ziewać w rękę”. W tym zestawieniu prowincja nie jest zacofana, lecz żywa i twórcza; świat „pański”, miejski i petersburski okazuje się sztuczny, nudny, trochę śmieszny. Jeszcze wyraźniej brzmi zdanie o Dikańce: „A o ogrodzie i mówić nie ma co: w waszym Petersburgu zapewne takiego nie znajdziecie”. Petersburg — stolica imperium — zostaje tu sprowadzony z piedestału i pokonany przez lokalną dumę pasiecznika.

Najważniejszy dla tej kwestii jest jednak cytat ze strony 60. Foma Grigorjewicz, oburzony tym, że jego opowieść została wydrukowana w przekłamanej postaci, wybucha: „Splunąć na głowę temu, kto to wydrukował! Łże, sukinsyn moskal. Czy tak ja mówiłem?”. To bardzo mocne miejsce. „Moskal” nie jest tu neutralnym określeniem Rosjanina, lecz obelgą. Co więcej, zostaje połączony z zarzutem kłamstwa i zafałszowania cudzej mowy. Foma nie mówi tylko: ktoś źle mnie zacytował. Mówi: zrobił to „sukinsyn moskal”. Rosjanin zostaje więc skojarzony z kimś, kto drukuje, poprawia, przetwarza i fałszuje autentyczny głos ludowego opowiadacza. To ważne, bo spór dotyczy nie tylko treści, lecz także prawa do własnej narracji.

Ten sam fragment prowadzi dalej do krytyki sztucznej „moskalskiej” maniery. Foma chwali dawnych opowiadaczy, a o współczesnym bajarzu mówi pogardliwie: „To nie to co dzisiejszy bajarz, który gdy zacznie moskala udawać, i to jeszcze takim językiem, jakby go trzy dni nie karmiono, to tylko czapkę brać i z chałupy wychodzić.” Rosyjskość zostaje tu przedstawiona jako coś udawanego, nieznośnego, nienaturalnego. „Udawać Moskala” znaczy mówić źle, fałszywie, w sposób obcy lokalnej tradycji opowiadania. Gogol pokazuje więc konflikt między żywą mową ludową a martwą, sztuczną pozą.

W innych miejscach „Moskal” funkcjonuje jako gotowy ludowy stereotyp człowieka podejrzanego. W „Jarmarku w Soroczyńcach” pada powiedzenie: „spodziewaj się takiego zysku, jak od głodnego Moskala”. Sens jest oczywisty: od Moskala nie ma co oczekiwać korzyści, bo sam jest głodny, zachłanny albo ubogi. To żart, ale żart oparty na niechętnym stereotypie. W tym samym opowiadaniu Chiwria mówi, że mąż poszedł pilnować wozów, „żeby Moskal przypadkiem czego nie podczepił”. Tu z kolei Rosjanin zostaje skojarzony z kradzieżą lub oszustwem. Nie jest jednym z „naszych”; jest kimś z zewnątrz, przed kim trzeba pilnować dobytku.

Jeszcze mocniejsza jest formuła z „Zaginionego dokumentu”: „kiedy czart albo Moskal coś ukradnie – to wspominaj, jak go zwali.” Zestawienie Moskala z czartem jest komiczne, ale znaczące. Obaj należą do tej samej kategorii sprawców szkody: są podstępni, nieuchwytni, trudni do pociągnięcia do odpowiedzialności. Gogol posługuje się tu językiem ludowej opowieści, w której diabeł, Cygan, Żyd, Moskal, wiedźma czy urzędnik bywają figurami obcości i zagrożenia. W przypadku Moskala stereotyp ten ma jednak wyraźnie etniczno-polityczny odcień.

Do tego dochodzi określenie „kacap”. W słowniczku do drugiej części wyjaśniono: „Kacap – Rosjanin z brodą.” Samo słowo ma charakter pogardliwy, a nie opisowy. Jeszcze ostrzej brzmi zdanie z „Iwana Fiodorowicza Szponki i jego ciotuni”: „Przeklęte kacapy, jak potem się dowiedziałem, jedzą nawet kapuśniak z karaluchami.” To nie jest już tylko żart o skąpstwie czy kradzieży. Tu Rosjanie zostają przedstawieni jako odrażający obyczajowo, brudni, niemal wstrętni. Obraz jest brutalny, karykaturalny i pogardliwy. Znowu wypowiada go postać, ale Gogol włącza tę wypowiedź do systemu ludowych sądów, które konsekwentnie ustawiają Rosjan poza kręgiem swojskości.

Nie oznacza to jednak, że cały zbiór jest prostą antyrosyjską satyrą. W „Nocy przed Bożym Narodzeniem” Petersburg i dwór carycy ukazane są z podziwem, niemal bajkowo. Wakuła, trafiając do stolicy, zachwyca się światłem, przepychem, schodami, pałacem. Rosyjskie centrum jest potężne, olśniewające, pełne bogactwa. Ale ten zachwyt jest pokazany oczami prostego kowala z Dikańki, dlatego ma w sobie również komizm. Petersburg nie staje się duchowym centrum świata; pozostaje cudownym, dziwnym widowiskiem oglądanym przez przybysza z ukraińskiej prowincji.

Równie dwuznaczna jest scena z carycą. Zaporożcy padają przed nią z uniżeniem, ale jednocześnie przypominają o swoich krzywdach i lęku przed utratą kozackiej wolności. Pojawia się więc nie tylko lojalność wobec monarchini, lecz także napięcie między Kozaczyzną a rosyjską władzą. Caryca może być łaskawa, piękna i majestatyczna, lecz jest zarazem figurą odległej potęgi, która decyduje o losie ludzi z pogranicza. Gogol nie rozbija tej sceny otwartym buntem, lecz pod warstwą komizmu pozostawia wyczuwalny dystans wobec imperium.

Książkę „Wieczory na chutorze w pobliżu Dikańki” Nikołaja Gogola w nowym tłumaczeniu bez cenzury można znaleźć tutaj:

Wieczory na chutorze w pobliżu Dikańki
Wieczory na chutorze w pobliżu Dikańki

Wniosek jest więc następujący: w „Wieczorach na chutorze w pobliżu Dikańki” Rosjanie występują przede wszystkim jako obcy. W języku bohaterów „Moskal” i „kacap” to nie neutralne nazwy narodowościowe, lecz słowa obciążone nieufnością, pogardą i kpiną. Moskal kłamie, fałszuje cudzą opowieść, może coś ukraść, bywa zestawiany z czartem; kacap jest „przeklęty” i obrzydliwy. Jednocześnie Gogol konstruuje silny kontrast: Ukraina jest poetycka, barwna, żywa, cielesna, śpiewna i zakorzeniona w obyczaju, natomiast rosyjskość bywa albo karykaturalna i podejrzana, albo monumentalna i odległa, jak Petersburg oraz dwór. Dlatego stosunek autora — widoczny poprzez kompozycję, ironię i język postaci — można określić jako wyraźnie niechętny wobec ludowego stereotypu Rosjanina, ironiczny wobec rosyjskiego centrum i zdecydowanie afirmujący odrębność ukraińsko-małoruskiego świata.