Walery Przyborowski, wielki znawca slangu, gwary i powiedzonek rozmaitych grup społecznych dawnej Warszawy, tak oto przedstawił postać Lewka Pistoleta w powieści historycznej Berezyna, czyli córka trzeciego pułku: powieść z czasów napoleońskich.
„Obok tych dwóch Podlasiaków przedmiotem nieustannych żartów Prymasa był trębacz batalionowy, Żydek z Warszawy, Lewek Pistolet. Jakim sposobem dostał się on do szeregów, bo wtedy Żydów wcale nie brano do wojska, różnie mówiono. On sam, zapytywany o to przez Prymasa, odpowiadał:
– La czego ja posiedłem do wojska, pan sze pita? Ja sze mocno dżywuję, co pan sze o to pita. Pan czytał kiedy bublię?
– Nie czytałem, ale w Podosiu ksiądz proboszcz uczył nas historii świętej.
– No, to pan potrzebuje wiedzieć, co w bublii jest napisane o takich walecznych żidkach, co oni Machabeusze się nazywali.
– Jak?
– Machabeusze. Pan sze dżywuje, co oni się tak nazywali? La czego oni nie mieli się tak nazywać? Czy to nie wolno nazywać się Machabeusz? To w bublii stoi napisane. Oni byli wielgie wojaki, okrutne wojaki, oni zabijali wszystkich nieprzyjaciół na śmierć, żeby ja tak zdrów buł.
– Ale cóż to ma z twoim wstąpieniem do wojska?
– Jak to co ma! Pan tego nie rozumie?
– Nie rozumiem.
– No, ja panu powiem, żeby pan wiedział. Ja chciał być taki Machabeusz. Ja chciał być wielgi wojak, bo ja sze nazywam Pistolet. Lewek Pistolet. A jak się kto tak nazywa, to on potrzebuje być wielgi wojak. Ja panu powiem. Mój tatę, co on już nie żyje, to chciał, kiedy te Prusaki, pan wie, rządziły w Warszawie i przezwiska naszym żidkom dawały, to mój tatę chciał, żeby się nazywał Kaliszer, bo mój tatę z Kalisz pochodził. Ale ja zaraz krzyknułem: tatę, co to jest Kaliszer? To kąpcańskie przezwisko! La czego Kaliszer? Ja nie chce żadne Kaliszer, ja chce być Pistolet! To mój tatę strasznie się rozgniewał i prawił do mnie: la czego ty chcesz Pistolet? To ja powiedziałem: la tegie, co ja chce być wielgi wojak, Machabeusz. Więc tatę jeszcze bardziej się rozgniewać i pita: la czego ty chcesz być wielgi wojak, Machabeusz? La tego, ja powiadam, co ja chce zabijać na szmierć nieprzyjaciół. Ty głupi – powiada tatę – co to za interes zabijać na szmierć nieprzyjaciół? A jak óni ciebie zabiją? Óni, powiadam, mnie nie zabiją, bo ja sze chcę nazywać Pistolet. Jak to może być, żeby takiego wielgie wojaka, co się nazywa Pistolet, óni, te nieprzyjacioły, zabili? To nie może być. Ale tatę nie chciał, coby ja sze nazywał Pistolet, on chciał, coby się nazywał Kaliszer, ón się strasznie gniewał i w pisk mi dał, ale ten urzędnik, co naszych żidków przezywał, to ón sze szmiał, cięgiem się szmiał i pedział: niech mu będzie Pistolet – i tak napisał do wielgie księgie, i ja nazywam się Pistolet.
– Piękne nazwisko, ani słowa, ale to nie tłumaczy, skąd wziąłeś się w naszym pułku.
– Co to nie tłumaczy? La czego nie tłumaczy? Co ja miał robić? Ja pięknie grał na trąbie, a tatę, jak on umarł, to mnie całe majątek zostawił: dwadzieścia pięć groszy, stare dziurawe buty i podarty lejbusz. Co ja miał robić? Kabał mojego tatę swoim kosztem pochował na kierkut, ja krziczał z wielgiego żalu, bo ón mnie zostawił dwadzieścia pięć groszy i stare buty dziurawe. Co ja miał robić? No, to ja poszedł do naszego pułkownika, pan Blumer, bo tatę był jego faktor, różne geszefta z pułkownik robił, bo mój tatę miał delikatny rozum, jeno był kapcan i zostawił całe majątek: dwadzieścia pięć groszy, stare dziurawe buty i podarty lejbusz…
– To już słyszałem, gadaj, po coś poszedł do pana pułkownika?
– Po co ja poszedł? Pan nie wie, po co ja poszedł? Ja poszedł do jaśnie pułkownik Blumer, coby on mnie wziął do wojska, bo ja był jak ten lew ryczący w bublii. Ja pięknie grał na trąbie, ny, to mnie jaśnie pułkownik wziął na trębacza i pan słyszał nieraz, jak ja gram pięknie. Jest kto na cały szwiat, coby tak pięknie grał na trąbie jak Lewek Pistolet? Niech pan powie, czy jest kto na szwiecie?
– Prawda, pięknie grasz, jeno w czasie bitwy strasznie fałszujesz. Pamiętasz pod Smoleńskiem?
– Ny, pod Smoleńskiem, pod Smoleńskiem! Ja fałszował, to prawda, ale wojna to żaden interes! Paskudna rzecz! Żeby ja wiedział, co takie będzie zabijanie, ja by nigdy do wojska nie przystał.
Tak gadał Lewek Pistolet, a dobosz Prymas żartował sobie z niego, figle mu różne płatał i zapowiadał mu, że ani chybi kozacy go uśmiercą.
– Po co takie niemądre gadanie? – oburzał się Pistolet. – Za co óni zabić mnie mają? Czy ja im co złego zrobiuł? Czy ja zabiłem kogo? Ja nikogo nie zabiłem, to co óni chcą? Po co ludzi zabijać? Czy to z tego jest jaki zysk?”
Powieść Berezyna , czyli córka trzeciego pułku dostępna jest w księgarni Wydawnictwa CM.
